Wpisy z tagiem: La Teta Asustada

niedziela, 08 sierpnia 2010
Recenzja: "La Teta Asustada" / "Gorzkie mleko"

Nie orientuję się za bardzo w kinematografii peruwiańskiej, ale raczej nigdy nie była ona szeroko komentowana na świecie. Zmienia się to od niedawna, przede wszystkim za sprawą Claudii Llosy. Jej drugi w karierze film - "Gorzkie mleko" - zdobył Złotego Niedźwiedzia na ubiegłorocznym festiwalu w Berlinie, a w tym roku otrzymał nominację do Oscara w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny.

Fabuła filmu wygląda następująco - Fausta, Indianka, mieszka u wuja w slumsach Limy wraz z matką. Kiedy matka umiera, Fausta musi zarobić pieniądze, by zapewnić jej godny pochówek w rodzinnej wiosce, dlatego podejmuje pracę pokojówki w "wielkim domu" należącym do białej arystokratki. Problem w tym, że Fausta skażona jest traumą zwaną "gorzkim mlekiem" (a raczej "wystraszoną piersią", bo tak brzmi oryginalny tytuł filmu) - jej matka w czasie ciąży została brutalnie zgwałcona (przez kraj przetaczał się terror wojny domowej). Matka przekazała jej wraz z mlekiem strach przed mężczyznami (i ogólnie przed światem). Fausta stosuje nietypowy środek obrony przed nimi - wkłada sobie do pochwy bulwę ziemniaka, która ma ją uchronić przed wszelkim złem.

Fausta z matką

To, co uderza w tym filmie, to niezwykła reżyseria i sposób opowiadania. Już debiutancki film Llosy, "Madeinusa", stanowił obietnicę czegoś ciekawego, co w pełnej krasie możemy podziwiać właśnie w "Gorzkim mleku". To niezwykła kompozycja kadrów, za pomocą której reżyserka mówi czasami więcej niż poprzez ciąg zdarzeń. Weźmy na przykład sceny otwierania bramy "wielkiego domu" przez Faustę. W "wielkim domu" panuje cisza i marazm, podczas gdy tuż za bramą toczy się życie ulicy. W ten prosty sposób reżyserka ukazuje odgrodzenie się wyższej (i białej) klasy Peru od problemów zwykłych ludzi (najczęściej Indian), którzy najbardziej cierpieli w czasie wojny domowej.

Albo inna scena dziejąca się także w "wielkim domu" - Fausta widzi swoje odbicie w fotografii wojskowego. Za pierwszym razem robi jej się słabo, nie jest w stanie stawić czoła tragicznym wydarzeniom wojny domowej, które mają tak wielki wpływ na jej życie. ///spoiler/// Ale już za drugim razem, pod koniec filmu, nie będzie odczuwała tego strachu. W tym kontekście znamienna jest także scena kończąca film - Fausta, już po pozbyciu się bulwy, dostaje w prezencie od ogrodnika z "wielkiego domu" donicę z kwitnącym ziemniakiem. Wszystko wróciło na swoje miejsce, ziemniak symbolizujący strach i traumę wojny wrócił do ziemi - tam, gdzie jego miejsce właśnie. \\\spoiler\\\

Od dobrych kilku lat panuje moda na kino latynoamerykańskie, ale spośród wielu filmów, które mogliśmy obejrzeć z tej części świata, jedynie "Gorzkie mleko" mogę określić mianem kongenialny. To niezwykły obraz traktujący o trudnej historii kraju nękanego niegdyś wojną domową, opowiedziany oryginalnym językiem filmowym. Do tego zrealizowany na bardzo wysokim poziomie technicznym - na szczególną uwagę zasługują zdjęcia Natashy Baier, pomysłowe wykorzystanie dźwięku i zapadająca w pamięć ścieżka muzyczna. "Gorzkie mleko" znajduje się w czołówce najlepszych filmów, jakie widziałem do tej pory, to kino, które na długo pozostaje w pamięci.

Claudia Llosa i odtwórczyni głównej roli, Magaly Solier

Na koniec jeszcze kilka słów o reżyserce. Claudia Llosa często oskarżana jest w swoim rodzinnym kraju o przedstawianie Indian w negatywnym świetle, jako ludzi prymitywnych i zabobonnych, tylko po to, by tym zaciekawić publiczność zagraniczną. Sama wywodzi się z elity kraju - jest bratanicą znanego pisarza Mario Vargasa Llosy, a na dodatek od 10 lat nie mieszka w Peru, tylko w Hiszpanii.  Nie od dziś wiadomo, że ciężko jest być prorokiem we własnym kraju...

"La Teta Asustada" / "Gorzkie mleko" (2009), reż. Claudia Llosa (Peru/Hiszpania)

ocena: ++++/++++