Wpisy z tagiem: Berlin 2010

poniedziałek, 28 czerwca 2010
O kinach w Paryżu

I tak oto kończy się mój kolejny dłuższy pobyt w Paryżu (ale nie żebym bawił tutaj nie wiadomo jak często). Oczywiście nie mogłem przepuścić takiej okazji i regularnie chodziłem do kina, bo aż chciałoby się powiedzieć - czymże jest życie bez kina? A tak na poważnie, to udało mi się obejrzeć kilka ciekawych filmów (np. najnowszą animację Sylvaina Chometa albo wczesny film Terrence'a Malicka "Days of Heaven"). Przede wszystkim jednak miałem szczęście być w Paryżu podczas retrospecji sekcji pobocznych Festiwalu w Cannes. Sekcji pobocznych, w których jednak pokazano jak najbardziej interesujące filmy ("Pal Adrienn", "La Mirada Invisible", "Ano Bisiesto").

A w ten weekend miałem okazję zobaczyć argentyński film "Rompecabezas" Natalii Smirnoff, który walczył o Złotego Niedźwiedzia na tegorocznym Festiwalu w Berlinie. To skromna quasi-komedia obyczajowa, mająca jednak bardzo gorzki wydźwięk. Oto Maria (grana przez Marię Onetto), 50-letnia kura domowa, dostaje na urodziny prezent w postaci puzzli i ta gra niezwykle ją wciąga. Przygotowuje się nawet do udziału w konkursie krajowym, jednak to wszystko niemal w całkowitej tajemnicy przed rodziną, która nie rozumie, że Maria może potrzebować jakiejś odskoczni od przygotowywania posiłków i sprzątania. Mimo że akcja tego filmu dzieje się w Argentynie, mam wrażenie, że jego wymowa jest równie aktualna także w Polsce...

Maria Onetto w filmie

Jeśli chodzi o samą "kulturę" chodzenia do kina, to zaskakuje, że ludzie chodzą tłumnie zarówno na wielkie produkcje amerykańskie, jak i artystyczne kino z Wietnamu. I to niezależnie od pory seansu. Poza tym do kina chodzi bardzo dużo starszych osób - czasami odnoszę wrażenie, że w Polsce kino jest rozrywką zarezerwowaną wyłącznie dla nastolatków. Ale w sumie nic dziwnego, skoro jeden Polak chodzi do kina statystycznie raz do roku - Francuz zaś pięć razy. Aha, i pamiętam, że jak pierwszy raz poszedłem do kina w Paryżu kilka lat temu, to zaskoczyło mnie, że miejsca nie są numerowane - kto pierwszy, ten lepszy!

A oto kilka moich ulubionych kin w Paryżu, w których niemal zawsze można obejrzeć jakiś ciekawy film:

MK2 BEAUBOURG - znajduje się w samym sercu Paryża, tuż obok Centrum Pompidou (50, rue Rambuteau; Métro Rambuteau, Les Halles)

MK2 Beaubourg

REFLET MEDICIS - to tutaj można co roku zobaczyć film z sekcji Un Certain Regard (3 rue Champollion Paris, Métro Saint-Michel, Cluny)

Reflet Medicis

SEPT PARNASSIENS - wprawdzie nie leży w centrum, ale i tak warto tam się wybrać od czasu do czasu (98, bd du Montparnasse; Métro Vavin)

Sept Parnassiens

LE NOUVEAU LATINA - specjalizuje się w przede wszystkim w kinematografiach krajów iberoamerykańskich (20, rue du Temple; Métro Hotel-de-Ville)

Le Nouveau Latina

FORUM DES IMAGES - założone zaledwie dwa lata temu w Les Halles (skrzyżowanie galerii handlowej z gigantyczną stacją metra) spełnia przede wszystkim funckje edukacyjne, prezentuje także filmy z sekcji Quinzaine des Realisateurs (2, rue du Cinéma; Métro Les Halles, Châtelet)

Forum des Images

CINEMATHEQUE FRANCAISE - nie mogłoby zabraknąć na tej liście placówki, która oprócz projekcji filmów zajmuje się także ich konserwacją, tutaj można zobaczyć zapomniane filmy z całego świata, jak i te z sekcji Semaine de la Critique. CF położona jest w nieciekawej niegdyś dzielnicy Bercy, która poddawana jest teraz intensywnej rewitalizacji (51, rue de Bercy; Métro Bercy).

Cinematheque Francaise

A na koniec jeszcze wspomnę o sympatycznej wypożyczalni dvd, w której można znaleźć sporo ciekawych filmów. Zresztą, świetna obsługa na pewno pomoże w wyborze filmu - La Onzieme Heure (168, boulevard Voltaire; Métro Charonne):

La Onzieme Heure

środa, 23 czerwca 2010
Recenzja: "L'illusioniste" / "Iluzjonista"

"Iluzjonista" to pierwszy film Sylvaina Chometa od czasów nagradzanego na całym świecie "Tria z Belleville" z 2003 roku. Choć trudno w to uwierzyć, to scenariusz do filmu napisał kilkadziesiąt lat temu Jacques Tati, znany francuski reżyser filmów komediowych. Ten niezrealizowany scenariusz podarowała w prezencie Chometowi córka komika, zafascynowana właśnie "Triem z Belleville".

Akcja filmu rozgrywa się w latach 50., a głównym bohaterem jest starszawy pan pracujący jako magik. Do swoich występów podchodzi z wielkim zaangażowaniem i pietyzmem, jednak przyciągają one coraz mniej osób. Wszyscy są zafascynowani młodymi gwiazdami rocka, nikt nie potrzebuje tak niemodnej rozrywki, jaką proponuje nasz bohater. Dopiero w Szkocji spotyka prostą dziewczynę, która jest pod wielkim wrażeniem jego sztuczek. Razem wyruszają do Edynburga z nadzieją, że jeszcze raz uda im zafascynować ludzi magią.

Tak jak w "Trio z Belleville", w "L'illusioniste" nie ma w zasadzie dialogów, a od akcji ważniejszy jest nastrój opowieści. I czasami wydaje się, że reżyser za bardzo właśnie uwierzył w potencjał tego scenariusza, pozbawionego większych zwrotów akcji, choć czas trwania filmu (80 minut) na szczęście nie jest wyzwaniem dla widza. Jeśli chodzi o samą technikę animacji, to jest na najwyższym poziomie i zwyczajną radość sprawia fakt, że jeszcze kręci się takie filmy wykorzystujące tradycyjną technikę animacji w dobie 3D.

Pewne zastrzeżenia wzbudza we mnie także sposób przedstawienia towarzyszki magika, która jest osobą, owszem, uprzejmą i uczynną, ale tak naprawdę zależy jej najbardziej na nowej sukience czy butach. Aby je kupić, nasz magik pracuje dorywczo nocami. No ale ten scenariusz powstał w latach 60. i stąd pewnie wynika taki a nie inny wizerunek kobiety w tym filmie.

"L'illusioniste" / "Iluzjonista" (2010), reż. Sylvain Chomet (Francja/Wlk. Brytania)

ocena: +++/++++