Wpisy z tagiem: Gabourey Sidibe

czwartek, 11 marca 2010
Recenzja: "The Blind Side"

Obejrzałem w końcu film, który przyniósł Sandrze Bullock Oscara. Cóż, gdyby właśnie nie ten Oscar, to najpewniej w ogóle bym o "The Blind Side" nie pisał, no ale stało się! Zacznijmy więc od samego filmu, który, jakby nie było, dostał nominację w kategorii Najlepszy Film Roku. Przedstawia on historię Mike'a Ohera, bezdomnego, czarnoskórego, niemal niepiśmiennego nastolatka, który jednak ma wielki talent do sportu. Zostaje on przygarnięty przez bogatą, mieszkającą w pałacu białą kobietę Leigh Anne Tuohy, która chce uczynić z niego gwiazdę footballu amerykańskiego.

 

"The Blind Side" jest zaledwie kolejnym filmem z gatunku wzruszających opowiastek, które mają nas wprowadzić w dobry nastrój. Jak wiadomo, Amerykanie celują, i gustują, w takich filmach, których chyba nie kręci się nigdzie indziej na świecie. Pod tym względem film sprawdza się całkiem dobrze, jest całkiem wciągający, prezentuje oczywiście zestaw scen-klisz, bez których tego typu produkcja nie mogłaby się obyć. Muzyka jest odpowiednio przesłodzona, sceny zaaranżowane tak, żebyśmy nie mieli wątpliwości co do intencji poszczególnych postaci, których charakterystyka została sprowadzona do niezbędnego minimum. I wszystko byłoby nawet na swój sposób ciekawe, a sam film mógłby się spisać w kategorii tzw. guilty pleasures. Jest jedno ale - kwestia rasowa. Otóż według twórców "The Blind Side", biali są bez wyjątku zaradni, bogaci, w zdecydowanej większości piękni. Murzyni z kolei - biedni, nieuprzejmi, opryskliwi, i w ogóle lepiej z nimi się nie zadawać. Nadto, film stawia tezę, jakoby Murzyn mógł, owszem, osiągnać sukces, ale tylko w dziedzinie wymagającej zdolności fizycznych (sport), a nie intelektualnych (Mike'owi nauka idzie wyjątkowo topornie, dopiero kiedy zostanie mu przydzielona osobista nauczycielka - biała - zaczyna osiągać sukcesy również na tym polu). Gdyby nie pomoc Leigh Anne, Mike skończyłby z kulką w głowie, a przynajmniej to próbuje nam uzmysłowić reżyser w epilogu.

 

Sandra Bullock i Quinton Aaron

Sam fakt przygarnięcia Murzyńskiego nastolatka zostaje przedstawiony niemal sielankowo. Wprawdzie z początku pojawiają się jakieś napięcia, ale szybko zostają wyeliminowane dzięki wspaniałomyślności białej rodziny Tuohy. Szybko (za szybko?) zaczynają traktować Mike'a jak "niemal" członka rodziny - "niemal", gdyż jednak miałem wrażenie, że jest on dla nich tylko domowym zwierzątkiem, którym można się zaopiekować (i to mimo wręcz ostentacyjnego nazywania go "synem" i "bratem" przez rodzinę Tuohy).

Sandra Bullock z Oscarem

A teraz przejdźmy do Oscarowego aktorstwa Sandry Bullock. Nie pokazała ona na ekranie dosłownie nic, co wskazywałoby w najmniejszym stopniu, że zdobędzie Oscara. Nic, dosłownie nic. Sandra Bullock po prostu pojawia się na ekranie, w każdej scenie z taką samą miną, ekspresja jej twarzy zdaje się być ograniczona, nie wiem tylko, w jakim celu. Jeśli za takie role daje się Oscary, to ja już nie wiem, co mam o tym myśleć. Każda z konkurentek Sandry w tegorocznym wyścigu była o niebo lepsza (OK, nie widziałem tylko Helen Mirren w "The Last Station) i stworzyła skomplikowane kreacje. Bullock nie powinna być dla nich jakąkolwiek konkurencją. Pozostali aktorzy również nie pokazują raczej szczytów swych umiejętności. Ciekawy jest przypadek Quintona Aarona, który wcielił się w rolę Mike'a Ohera. Tak jak Gabourey Sidibe z "Precious", wcielił się w osobę, która komunikuje się ze światem za pomocą burknięć i półsłówek, zamkniętą w sobie, skazaną na porażkę.

 

Precious i jej nauczycielka (Paula Patton)

Tylko że postać Precious jest o wiele bardziej urozmaicona - ta dziewczyna nie jest bierna, potrafi działać, decydować o sobie. Właśnie dlatego oglądając "The Blind Side" myślałem cały czas o "Precious", o tym, jak te filmy korespondują ze sobą. Z jednej strony mamy więc wizję świata, w którym Murzyni sukces mogą zawdzięczać tylko bogatym i dobrym białym, dlatego powinni być bierni i czekać na swoją szansę skorzystania z pomocy rodzin takich jak Tuohy. Z drugiej mamy wizję świata, w którym to my prowokujemy zmiany, choć nie zawsze są to zmiany równie spektakularne jak w "The Blind Side". Wprawdzie Precious zapisuje się do szkoły, zawsze może liczyć na pomoc nauczycielki, ale jej problemy nie kończą się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Nawet samo zakończenie nie stanowi jednoznacznego happy endu, to raczej kolejny etap walki Precious o to, jakie będzie jej życie. I jeszcze na koniec jedno zdanie o kwestii rasowej w obu filmach - w "The Blind Side" są one niezwykle silnie zaznaczone, natomiast w "Precious", mimo że grają tam niemal wyłącznie czarni, nie miałem problemu z wejściem w świat bohaterki.

"The Blind Side" (2009), reż. John Lee Hancock (USA)

ocena: +/++++

poniedziałek, 08 marca 2010
The time has come

To jeszcze kilka słów o wczorajszej ceremonii. Tym razem skupię się na tych momentach, które najbardziej zapadły mi w pamięć. Przede wszystkim więc zwycięstwo "Precious" w kategorii najlepszy scenariusz adaptowany - nikt się tego nie spodziewał, nawet sam laureat! Mam problem z tym filmem, gdyż, owszem, jest to dobry film, ale nie wybitny, z drugiej strony trudno o nim zapomnieć, gdyż ta historia zostaje gdzieś w sercu, nie pozwala zepchnąć się na drugi plan. To film niespójny - z jednej strony epatuje obrazem biedy i beznadziei, z drugiej bogaty jest w sceny humorystyczne (genialna parodia "Matki i córki" Vittorio de Siki). Bo przecież, tak jak w życiu, raz płaczemy, raz się śmiejemy? Dzięki temu "Precious" jest filmem tak zwyczajnie ludzkim.

Geoffrey Fletcher

Drugim ważnym momentem było zwycięstwo Mo'Nique w kategorii najlepsza aktorka drugoplanowa. Mo'Nique wygłosiła najlepszą przemowę tego wieczoru. Wspomniała w niej aktorkę, która triumfowała dokładnie w tej samej kategorii 70 lat temu za rolę w "Przeminęło z wiatrem": I wanna thank Miss Hattie McDaniel for enduring all that she had to so that I would not have to. Co ciekawe, Mo'Nique była wystylizowana właśnie na Hatte McDaniel i podobno szykuje się do zagrania jej roli w planowej biografii McDaniel (http://andthewinneris.blog.com/2010/03/08/not-a-coincidence/). Szczerze mówiąc, kiedy film "Precious" zdobył już te dwie nagrody, byłem przekonany, że Oscara zdobędzie także Gabourey Sidibe, ale musiała uznać wyższość Sandy Bullock (film "The Blind Side" mam zamiar obejrzeć dosłownie na dniach).

Mo'Nique

I cóż, na koniec pozostała nam tylko pierwsza kobieta nagrodzona Oscarem za reżyserię. Pewnie tak ją będzie się nazywać już do końca świata, co jeszcze dobitnie podkreśliła Barbra Streisand, mówiąc tuż przed odczytaniem nazwiska laureata: The time has come. Ale ja mam nadzieję, że Bigelow zostanie zapamiętana po prostu jako najlepsza reżyserka sezonu, nie ze względu na płeć. Chciałoby się powiedzieć, że, o ironio, pierwsza kobieta-reżyser nagrodzona Oscarem zdobywa statuetkę za jakże męski film...

Kathryn Bigelow

Podsumowując, Oscary 2010 zapamiętam o niebo lepiej od ubiegłorocznej edycji, kiedy ku memu zdumieniu triumfował "Slumdog Millionaire". W tym roku wygrał na szczęście film naprawdę bardzo dobry. Życzmy sobie tego samego za rok!