Wpisy z tagiem: La Mirada Invisible
poniedziałek, 31 maja 2010
Recenzja: "La Mirada Invisible" / "Niewidzialne oko"
"La Mirada Invisible" to jeden z filmów prezentowanych w tym roku na Festiwalu w Cannes w sekcji Quainzaine des Realisateurs i kolejny argentyński film traktujący o niełatwej historii tego kraju, naznaczonej latami dyktatury. Oczywiście nie wszystkie filmy o tej tematyce mają podobny poziom, ale obok słabych ("El Secreto de Sus Ojos") można na szczęście spotkać jak najbardziej udane ("Cordero de Dios" i "La Mirada Invisible" właśnie).
Akcja filmu osadzona jest na początku lat 80., w przeddzień wybuchu wojny o Falklandy i upadku dyktatury. Marita zaczyna pracę w prestiżowej szkole kształcącej przyszłą elitę kraju. Wkrótce dostanie specjalne zadanie do wykonania - ma śledzić wszelkie przejawy nieposłuszeństwa, jednak za bardzo wczuwa się w swoją rolę tytułowego "niewidzialnego oka". Jej misja staje się jej obsesją i w końcu sposobem na wyładowanie seksualnego napięcia. Całymi godzinami przesiaduje w męskiej toalecie, aż w końcu zostaje osaczona przez wicedyrektora szkoły. ///spoiler/// Tutaj reżyser buduje ciekawą parabolę między polityką a seksem. Otóż po gwałcie w toalecie, którego dopuszcza się na Maricie wicedyrektor, bohaterka zabija swego oprawcę. Jest to jakby symboliczny akt odejścia starego systemu, tym bardziej, że sam gwałt i zabójstwo mają miejsce dokładnie w momencie zamieszek skierowanych przeciwko dyktaturze. \\\spoiler\\\
Reżyser perfekcyjnie buduje atmosferę szkole, pełną nieufności uczniów do nauczycieli (i nawzajem), gdzie jest miejsce jedynie na rygor, a wszelkie przejawy nieposłuszeństwa są surowo karane. Paradoksalnie, choć celem Marity jest śledzenie nieposłusznych uczniów, to ona sama, dodatkowo motywowana nierozładowanym napięciem seksualnym, jest takim elementem podburzającym. Proste zadanie staje się dla niej jedynym sposobem na odkrycie własnej seksualności (ale uwaga - w filmie nie ma ani jednej sceny "golizny", wszystko budowane jest za pomocą atmosfery i pozostawione jest wyobraźni widza). Przyznam szczerze, że w czasie seansu miałem nierzadko wrażenie, że takie podejście do tematu, łączące seks z polityką, jest nieco ryzykowne, ale nie da się ukryć, że to świadczy o sile tego filmu i, koniec końców, wydaje się jak najbardziej słuszne.
Oczywiście film nie jest pozbawiony pewnych wad, przede wszystkim w pewnym momencie intryga staje w miejscu, by ustąpić miejsca scenom podglądania uczniów w toalecie przez Maritę (nie będę zdradzał szczegółów, by nie zniechęcić co bardziej przewrażliwionych widzów). Jednak tym, co przez cały czas przykuwa naszą uwagę jest absolutnie fenomenalna kreacja Juliety Zylberberg w roli Marity. Za pomocą jednego spojrzenia, jednego gestu potrafi oddać to, co przeżywa jej zamknięta w sobie i spięta bohaterka.
Zastanawiam się, czy Argentyna wystawi ten film w walce o Oscara dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego. Wątpię, żeby przypadł on do gustu Amerykanom, ale bezsprzecznie jest to film niezwykle intrygujący i wart obejrzenia. "La Mirada Invisible" uzmysławia także niestety przepaść dzielącą polskie kino od innych kinematografii - w Polsce nikt nigdy nie odważy się nakręcić podobnego filmu, wszak o historii można opowiadać tylko podniośle i ze ściśniętymi pośladkami. "La Mirada Invisible" / "Niewidzialne oko" (2010), reż. Diego Lerman (Argentyna) ocena: +++/++++
wtorek, 18 maja 2010
Festiwal w Cannes (prawie) na półmetku
Tegoroczny festiwal w Cannes jest na półmetku, przynajmniej pod względem dni - za nami 6 z 12 dni trwania festiwalu, choć dopiero 8 z 19 filmów konkursowych. Jak na razie najlepsze opinie zebrał film Mike'a Leigh "Another Year". Wszyscy są zgodni, że grająca w nim Lesley Manville jest jak na razie główną kandydatką do nagrody dla najlepszej aktrorki. Dziennikarzy podzielił z kolei prezentowany dzisiaj "Biutiful", najnowsze dzieło Alejandro Gonzalesa Inarritu, co pozwala podejrzewać, że film dostanie jakąś nagrodę (może nawet Złotą Palmę). Za to grę Javiera Bardema chwalą wszyscy bez wyjątku.
Od kilku już lat czytam różne relacje z festiwalu w Cannes i za każdym razem mam wrażenie, że krytycy francuscy i amerykańscy uczestniczą w dwóch różnych festiwalach, na których pokazywane są różne filmy. Otóż Francuzi bez wyjątku uważają francuskie filmy prezentowane w konkursie głównym za absolutne arcydzieła, które - wg nich - są głównymi pretendentami do Złotej Palmy. Szkoda tylko, że tuż po zakończeniu tejże imprezy, nikt już o tych filmach nie pamięta (żeby wspomnieć "Un conte de Noel", "Les herbes folles", "Les chansons d'amour", które wszystkie bez wyjątku zasługiwały podobno na najwyższe wyróżnienie w Cannes). Amerykańscy krytycy z kolei mają słabość do filmów amerykańskich, a jakże, choć na pewno nie taką skalę, jak Francuzi.
I tak w tym roku to film Mathieu Amalarica, "Tournee", jest największym przebojem wśród krytyków znad Sekwany. Dla formalności dodam, że film przeszedł raczej bez echa, sądząc z relacji innych oczywiście. Poza tym, za największą porażkę uznaje się na razie film Takeshi'ego Kitano "Outrage" (co ogólnie mnie cieszy, bo nie jestem jego fanem). Rozczarowała także "Aurora", trzygodzinny film Cristi Puiu. Z średnim entuzjazmem spotkał się "Pal Adrienn" Agnes Koscis, natomiast "La mirada invisibile" (jeden z najbardziej intrygujących filmów festiwalu, przynajmniej na papierze) podzielił krytyków, co oczywiście tylko czyni go jeszcze ciekawszym w moich oczach.
|
Ostatnie wpisy
Tagi
|